16 grudnia 2014

czekasz na jakieś pierdolnięcie?

Żródło: tumblr.com

Wy, którzy tu wchodzicie, porzućcie wszelką nadzieję na krótki tekst, bo mam fazę na kaznodziejstwo. Chyba za długo gadałam dziś z paniami jehowymi, zadając im pytania, które usiłowały jakoś wpasować w te swoje straże nocne i budziki. Bez wymiernego efektu. Winter is coming.

To moje kaznodziejstwo włącza się co jakiś czas i jest chyba kompatybilne z czymś, co nazywam wglądem, insight.

Czyli mówiąc po polsku, pierdolnięciem.
Są poranki, gdy wstajesz po 3h snu, po nocy pełnej rozmów lub szaleństw i nagle widzisz wszystko z zupełnie innej perspektywy. I nie jest to perspektywa podłogi. Ten stan, gdy energia niesamowitych ludzi, skumulowana jest w tobie i prawie podskakujesz z radości, by ją uwolnić. To poczucie, że tylko idąc swoją drogą napotykasz ludzi, którzy mówią ci prawdę, nawet jeśli nie jest ona dla ciebie wygodna. I gdy świadomość ludzkich motywów i zachowań sprawia, że dostrzegasz to, czego wcześniej nie dostrzegałeś, bądź - co gorsza - krytykowałeś, nie znając niuansów. Są czasem takie 2 dni, w ciągu których dowiadujesz się więcej o mechanizmach ludzkich zachowań, niż studenci psychologii w trakcie całych studiów.
Napisałam to chyba w kwietniu i choć chodziło mi wtedy o zupełnie inne pierdolnięcie, to właśnie coś takiego mam na myśli - to nagłe zmienienie perspektywy postrzegania, załamanie czasoprzestrzeni wokół siebie, określ to, jak chcesz.



Możesz nawet za ćpunem Coelho nazwać ten wgląd nagłą umiejętnością czytania znaków, które przesyła ci świat. No to pojechałam.

To po co mówię o znakach na niebie i ziemi?
Bo w nie nie wierzę.
Nie wierzę w żadne jebane znaki, prócz drogowych.
Bo czekanie na znak, to jak czekanie na to, że ZUS da babci godną emeryturę, bo zapierdalała przez 35 lat na półtorej etatu.
Czekanie na znak, to jak czekanie na telefon od dziewczyny, która chciała cię tylko wyrwać w klubie i przelecieć. 
Albo siedzenie po godzinach w robocie, której nienawidzisz, z nadzieją, że to cokolwiek zmieni w twoim pełnym marazmu życiu. 
Daj se luzu, posprzątaj żołnierzyki do pudełka i idź umyj ząbki, mama opowie ci ciekawszą historyjkę na dobranoc.

To, co czujesz, gdy masz pierdolnięcie, to stanowczo nie jest odczytanie znaków pana z nieba, pana z piekła, pana z powietrza, czy pana z chujwieskąd. 
Pierdolnięcie jest całkowitym przeciwieństwem biernego czekania na to wszystko, czego pragniesz, do czego tęsknisz, czego tak naprawdę, do kurwy nędzy, chcesz.
No, chyba, że nie wiesz, czego chcesz. Wtedy to hjuston łi hew a problem.
Zakładam jednak, że nie zapomniałeś jeszcze swych myśli i wyobrażeń z dzieciństwa, szkoły, studiów, czy nawet pomysłu, jaki miałeś jeszcze miesiąc temu, ale ulotnił się gdzieś w zakamarkach codzienności.
Bo nie masz czasu, bo ci się nie chce, bo siłownia jest za daleko, bo dzieci, bo chujowy szef, bo deszcz pada, bo słońce świeci...
Bo bullshit poganiany kupą.


Jak byłam mała, zawsze mówiłam, że chcę być pisarką i malarką.
I jestem, od dawna.
I co z tego, że skończyłam studia (nie polonistykę, nie ASP) i zawodowo zajmuję się czymś, co niewiele ma z tymi pasjami wspólnego? Nie ma to znaczenia, tak naprawdę, bo robię to, co lubię i prócz swoich zwykłych obowiązków, mogę zaangażować się w projekty dające mi większą samodzielność oraz niesamowitą radość.
Ale zaczęłam to robić dopiero w momencie, gdy przestałam czekać na jakieś znaki od UFO (bo z Coelho się wyrasta, jak z rajtuzek w pszczółki) i po kilku insajtach (a ostatni miałam dziś na pitstopie, więc nie jest źle), po prostu ruszyłam ass i zaczęłam robić to, co chcę.


Jeśli do tej pory czekaliście na jakiś znak, by ruszyć również swoją, to ja wam go, kurwa, daję.

Tylko niech to będzie ten ostatni, a wgląd musicie już sobie wypracować sami, na podstawie doświadczenia, przeżyć, przemyśleń, czasem też ludzi napotkanych na swojej drodze, albo jednej przeczytanej książki. 

Ba, nawet jednego usłyszanego gdzieś zdania.

Bierzcie i jedzcie, tylko zamieńcie swój sign na insight - w tym drugim właśnie to "in" jest najważniejsze. Bo wgląd jest w was, a znak jest na zewnątrz i nie wiadomo, kto jest jego autorem. 

A najgorsze, co może być, to nie być autorem swojego życia.

Tylko uważajcie na małe wredne chujki, które będą nadal czekały na swój znak, mówiąc, że chyba was powaliło, że nie ma sensu kupować kredensu, że może w przyszłym roku, albo w przyszłym życiu, a tak w ogóle to wszyscy umrzemy.

To są tzw wysysacze energii, od których lepiej trzymać się z daleka, bo ich gnuśność i brak zdecydowania, mogą niestety prątkować.

Ok, teraz kaznodzieja skończył i idzie spać.



PS. Pozdrawiam mnicha trekkingowego w Katmandu, który nie czeka na znaki, tylko sam je ustawia.




14 komentarzy:

  1. Nic dodać nic ująć. Rękami i nogami się pod tym podpisuję i sama idę dalej działać.
    Już mi się tu straznie podoba, więc zostaję :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tia...znac siebie i sluchac siebie,podazac za intstynktem ze nie powiem intuicja,pomyslec czasem zamiast robic i nie dawac zyciu zyc siebie,bajka. Tylko ze wiekszosc potrzebuje chyba pozadnego kopa w dupe z zewnatrz zeby moc upasc na twarz,wstac,otrzasnac sie i zastanowic what a fuck and what went wrong...teraz,przed chwila,przez ostatnie iles lat?

    Nie ma nic gorszego niz "dobrze jest jak jest" i poczucie wygody i komfortu jakie oferuje nam nasze cywilizowane zycie. Jesli chcesz dowiedziec sie czegos o sobie,zrob to w warunkach ekstremalnych...zacznij od wyjscia z domu, omijajac droge do pracy ;)

    Jeszczechwile

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wiem, czy konieczne są aż warunki ekstremalne - na pewno to ułatwiają. czasem w życiu na co dzień jest tak ekstremalnie, że nie musisz cisnąć do amazoni walczyć z anakondami

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle ze codziennosc wciska ci siedzenie w fotel do tego stopnia ze czasem sama nie wiesz gdzie masz tylek,a co dopiero o czym tak na prawde myslisz,a o czym chcialabys myslec. Dlatego ja jednak wole anakondy,nawet jesli mialbym zostac w amazonii i swiecic juz tylko jednym poldupkiem zamiast pelni :)

    Jeszczechwile

    OdpowiedzUsuń
  6. nie mierz ludzi swoją miarą. ci, którzy na co dzień mają jazdy za anakondą nie zatęsknią.

    OdpowiedzUsuń
  7. Już Cię po tym tekście uwielbiam!
    Ja dziś miałam takie pierdolnięcie, nie wiem po raz który w życiu, ba po raz który w tym roku! Zobaczymy na jak długo starczy mi energii. tym razem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, pierdolnięcia mają to do siebie, że aby zadziałały prawidłowo, nie mogą następować zbyt często... bo siła rażenia maleje hehe. 3maj się, nie puszczaj i do przodu ;)

      Usuń
  8. Cały blog jednym duszkiem :) Nie szło się oderwać. Dużo śmiechu i przemyśleń. Mega talent! Majtasz słowami jak jedi mieczem świetlnym :P Pisz do nas jeszcze, nieustannie :) Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, gdzieżeś tu zbłądziła, Bambi? takie stare teksty... Vulgar trochę rzadziej teraz - na Koincydencje zapraszam :)

      Usuń
  9. W sumie to przez głupie serce (nie moje) :) Choć pewnie niczym się nie różnią :P Jeżeli każde błądzenie będzie kończyć się tak pozytywnie, a droga ma być tak przyjemna to nic -tylko błądzić :)

    OdpowiedzUsuń