22 stycznia 2015

gdzie kupić tłumik na ryj?

Żródło:unsplash.com



Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia bloga uroczyście ostrzegam, że poniżej długo szczytuję i vulgaryzuję, ale uczynię wszystko, by w kolejnych tekstach nie robić tego tak często i z takim nasileniem, aby wasze czytanie było miłe, łatwe i przyjemne. 

Jestem cudownie zmęczona, ale na szczęście nie chce mi się już rzygać, jak przed chwilą, gdy kończyliśmy z D. drugą godzinę gry w skłosza, latając za najtwardszą piłką. Po kolejnej herbacie nawet moja twarz wróciła do normalnego koloru i już nie wyglądam jak ktoś, kto dostał wstrząsu anafilaktycznego po wciągnięciu śladowych ilości orzeszków ziemnych (znajdujących się wszędzie - poczytajcie se etykiety) do nosa.

To był dobry mecz, ale D. ciulał z liczeniem, więc nie wierzę, że wygrał aż 15 do 10.
Zwalę to na kontuzję dupy, która mnie rozbolała po zbyt mocnym szpagacie w kierunku piłki. Albo zwalę to na czarnego kota, co mi kurwa przeleciał przez drogę, kiedy jechałam moim 22-letnim krążownikiem szos, budząc wszystkich sąsiadów, bo ten jebany tłumik znowu ma dziurę, a przecież był spawany tylko trzy razy. No i drze ryja, jak moja sąsiadka w dzieciństwie, wołająca syna na obiad przez okno na czwartym piętrze. Mogłabym też powiedzieć, że zajeżdżam pod dom głośno i z impetem, niczym S. wciągająca (już drugi dzień) po schodach swą nogę w butach ortopedycznych, ale to by było niepoprawne politycznie. 

Czyli na granicy pęknięcia bębenków w uszach.

A mówiłam siostrze, że spawanie tych dziur, tak samo, jak malowanie zardzewiałych felg farbką plakatową to chujnia i takie chwilowe rozwiązania, ograniczenia i limity, nie interesują mnie. 

Fuckinfuck.

Teraz muszę zapierdalać na jakiś szrot i szukać oryginalnego tłumika do golfa mustanga, bo nowe zamienniki są chuja warte i wytrzymują jakiś rok, a do tego ich cena przewyższa wartość mojego samochodu. 

Nożeszkurwajapierdolę. 

Pieprzone czarne koty.
Kiedyś, jak mi jeden taki czarnuch pitnął pod nogami, a szłam wtedy z Dżekim na smyczy, co zdarzyło się może z dwa razy w jego życiu, bo to dziki i wolny duch był, no to wtedy ten kot rozpętał burzę, zaczęło napierdalać żabami i wiać, gałąź z drzewa jebła mnie w głowę, Dżeki spierdolił, a ja wyjebałam się malowniczo w kałużę, upierdalając smycz jakimś mazistym gównem.
Od tego czasu wierzę w czarne koty, czytam Wróżkę i nie chodzę z psami na smyczy.

Zaraz, zaraz... taka dupna bakteria.

Kot przeleciał mi drogę wieczorem, a tłumik zesrał się rano i pierdział już podczas jazdy do pracy. No i w skłosza nie przegrałam z powodu problemów analnych, coś mi się pojebało. Przegrałam, bo jeszcze nie jestem tak dobra jak D., który nakurwia paletką i nogami o wiele szybciej i celniej, ot co. A że czasem myli ścianę z lizawką dla jeleni, to jego wielka tajemnica wiary - grunt, że technika jej lizania daje efekty i wygrałam z nim dopiero raz.


PS.1
Co do pierwszego akapitu, to oczywiście kłamałam, bo chcę iść do piekła, gdzie już czeka na mnie tron.
PS.2
D. wygrał 16 do 10, ale mu nie mówcie, ok?




10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. komentarze wolę pisać u Ciebie ;)

      Usuń
    2. Trochę jakbyś przejmowała tożsamość. Litera po literze [kropka kropka kropka]

      Usuń
    3. spokojnie, już skończyłam. wróciłam do siebie.

      Usuń
    4. Jak wiatrak w Shelbym. Albo "zero" albo "na wciąż" ;)

      Usuń
    5. cóż, tak już mam.wolę spłonąć, niż wyblaknąć.

      Usuń
  2. każdy nawyk można zmienić, ale trzeba chcieć. a mi się nie chce zmieniać drugi raz nazwy bloga ;)

    OdpowiedzUsuń