28 stycznia 2015

po strojach ich (nie) poznacie.

Źródło: unsplash.com


Zzzzzzieeew... znaczy heloł ewrybady. Jak samopoczucie? Energia jest, czy jakieś blue tabsy potrzebne?
Jeśli prawdą jest stwierdzenie B, że sen jest dla przeciętniaków, to wolę być przeciętna, ale wyspana, a nie snuć się jak zmora nocna w szlafmycy, już od godziny 15.

Do tej pory wystarczało mi sześć godzin leżakowania, ale teraz, gdy Steve Jobs znowu apkę ze śniegiem z nieba zainstalował, moja szyszynka syntetyzuje melatoninę jak naspidowana i mam zgon like a baby, pomimo 4 espresso czarniejszych od śląskiego wongla. I jeszcze ten pieprzony trzmiel w czaszce, bo chomik dawno padł, tak zapierdalał w mojej karuzeli głowie. 

Więc naprawdę nie wiem, jak wytrzymam piątkowy bal przebierańców, na którym mam wystąpić w masce ptaka z dupnym dziobem, do którego lekarze w XVII wieku wsadzali olejki eteryczne, by nie zarazić się szalejącą wówczas dżumą. Coś mi się wydaje, że ja tam sobie za bardzo nie poszaleję, tylko przybiję gwoździa tym dziobem, albo uwiję gniazdko i odlecę w sen. 

Ciekawe też, czy O. zdąży uszyć swój strój rycerza Jedi z tego brązowego materiału, który dzisiaj przywiózł jej pan kurier? Powiedziała, że zdąży, ale jak nie, to przynajmniej będzie miała na później, do swych zabaw z K, któremu szyje czarną pelerynę. Pewnie będą przechodzić na różne strony mocy. W nocy.

No i fajnie - jak to dziewięć razy dziennie mówi W. - każdy bawi się w to, co lubi.  Na przykład M. jara look à la franciszkanin (ale nie ten, co brał kredyt) w sukmanie i okularach - takich, jak Morfeusz z Matrixa. Przyznał się wczoraj, serio.


No, taki amiszmatrix, bo też nie używa golarki i jego broda włazi mu już do zupki chińskiej. Z Radomia, kaj ta baba była.

Tak se myślę, że my to i tak mamy małą wyobraźnię, w porównaniu do krawców i projektantów strojów ludowych tych wszystkich miss universe, które obczajałam w nocy w necie. Bo na przykład Polka miała sukienkę wskazującą, że lubi mieć ptaka między nogami, i to niemałego (koguta, co spierdolił z teleranka, dwa miesiące po moich narodzinach), Dominikanka - że jest puszczalska (bo była przebrana za Maryjkę, a jak stwierdził W., nikt przecież nie widział ojca Jezusa), Kanadyjka - że jest sztywna w chuj, bo miała kije hokejowe w dupie (a nawet wyświetlacz wyników, czy jak się ta tablica nazywa). Słowenka była wielkim wyciorem do czyszczenia kominów (projektantowi zazdroszczę dilera, niezły stuff, man!), natomiast za panią z Meksyku ktoś puścił pawia, dosyć pokaźnego, ale wytresowanego, bo chodził za nią. 

Na koniec dnia N. oznajmił nam, że właśnie napisał do niego sam Wacław Cycu Kiepski (sic!), dlatego od dzisiaj, jak się zdenerwujemy, to mówimy do chuja wacława cycka!

Zzzzzzzasypiam.
Dobrej nocy,
dzień dobry!



PS.1
Wiem, co jutro zrobię, mate se zapodam, bo dawno nie łaziłam z bongo.
Taka Amanda jest o wiele lepsza niż kawa, która wypłukuje magnez z organizmu. 
PS.2
Jak się popija magnez w tabletkach kawą, to on jednak nie działa.





2 komentarze:

  1. To może jakąś blue tabsę poproszę... albo nie i tak jestem blue. Czy tam green. Za mało snu. Albo za dużo. Śnił mi się kot, zwany leonem, w sumie taki półkot, bo czy kot bez jaj może być zwany kotem? Kot z workiem po jajach... Jego wina, jego wina, jego bardzo wielka wina... No i kot ten mnie atakował, przy balkonie. Po każdym chapnięciu spadały mi lajki, musiałam mu trzymać mordę pod sofą, później padał deszcz a mnie zalało chałupę... czułam się jakby zalała pałę, no bo skąd ten mózgowy bałagan?

    Baw się dobrze, "zaś późni" niech Ci się przyśni mój kot wśród wiśni... ( pamiętaj, morda pod sofę i lajki wracają hue hue hue )

    Dobrego dnia!
    Magdalena

    OdpowiedzUsuń
  2. hehehe kot-eunuch? dobreee! przynajmniej pamiętasz sny, w odróżnieniu do mnie... jedyny kot, który mi się kiedyś przyśnił, to był ten z cheshire. albo to był jego uśmiech? nie pamiętam.

    taa, lepiej być green, niż blue, bo weselej ;)
    dzięki, Mag, bo dzień będzie długi... jak przeżyję wieczornego squasha, to będzie cud - redbyków o smaku wycyckanych landrynek nie cierpię, a mate zapomniałam wziąć z domu, buuu!

    PS
    pierdol lajki, fun jest ważniejszy niż fejm!

    OdpowiedzUsuń