10 lutego 2015

Kloto, Lachesis, Atropos i Ruros od Odkurzaczos.

Źródło: archiwum własne (wystawa prac Natalii LL)




Bożenka nie lubiła robić planów. Bo jak tylko je robiła, to one rozpierzchały, jak stado rozbieganych kombinerek i tyle je widziała, te plany.

Więc nie rozkminiała, tylko działała od razu po wymyśleniu konkretnego celu, kując żelazo póki gorące i chodząc na paluszkach wokół losu, żeby tylko upierdliwe Mojry vel Parki nie poczuły, że gilga je mięciutkim (jak puszek z kaczej dupy) piórkiem, po nosach.

Bożenka miała łeb nie od parady, to pewne.

Tylko raz, w przeciągu ostatnich miesięcy, nie udało jej się oszukać tych starych prządek, co spierdoliły z Mitologii Parandowskiego. Prawdopodobnie spowodowane było to nieustannym niedospaniem, wynikającym z trwającej od dwóch miesięcy hiperaktywności Bożenki, będącej skutkiem odnalezienia swej (jej) drogi, tej o której przez całe życie pisze Coelho, odkąd wyszedł z pierdla.

To było dokładnie tego dnia, gdy Bożenka poszła do pracy z rurą od odkurzacza na ramieniu, zarzuconą niczym boa dusiciel na jej, wątłym, acz umięśnionym, ciałku. W autobusie w sumie nikt nie zwracał na nią uwagi, bo szarość węża rury, dość dobrze komponowała się z płaszczem w pepitkę, a poza tym, ten jej plastikowy, przepraszam z tworzywa sztucznego, szal, sięgał tylko do kolan, więc nie wywinęła majestatycznie orła, ni sokoła. Hej, hej sokołyyyy omijajcie góry, lasy, rury, dołyyy!

Nic z tych rzeczy.

Dopiero w pracy zaczęło się tłumaczenie, że przecież B. nie ma nic z deklem, tylko nie chciała, by jej przyjaciółka rura czuła się samotna, leżąc skręcona, niczym krakowski precelek, pod łóżkiem z palet. Obok tej wstrętnej ssawki do pajęczyn i innych artefaktów, z którymi kumpluje się odkurzacz.
Bo Bożenka miała dobre serce, za miękkie, jak na warunki panujące na arktycznym lądzie swych współpracowników. Musiała więc szybko zmienić wersję na bardziej stajlisz and pro. 

Hard style, corpobitch! 

Natychmiastowo przetransponowała koncepcję i poinformowała wszystkich, że właśnie rozpoczęła naukę tańca na rurze, chuj wszystkim do tego i mogą jej skoczyć na triceratopsa, tego dinozaura z rogami, którego imieniem nazywała swojego malutkiego tricepsa, co wziął i urósł niespodziewanie, po roku ćwiczenia psów z głową w górę, psów z głową w dół oraz kur z głową w bok.

Bożenka serce miała miękkie, ale resztę ciała raczej twardą i żylastą.

Więc ludzie łyknęli bez znieczulenia wersję o tej wijącej się na  rurze do odkurzacza żyłce-żmijce. Bo to dość ponętna wersja była, z jej triceratopsami na ramionach oraz czworogłowymi ud. Mmmm... deliszys! 

A teraz wam powiem, o co chodziło z bożenkowym planowaniem, a raczej koniecznością jego permanentnego braku. 

Bo tego właśnie dnia Bożenka, chyba przymulona nieco, zaplanowała, iż przed innymi czynnościami, które codziennie po powrocie z pracy odprawia z wielką, relaksującą radością, wykona jeden mniej przyjemny ruch. A mianowicie, że odpierdoli pięciominutowe odkurzanko swej hacjendy. Niestety B. myślała o tym już od rana, więc jebane Mojry miały za dużo czasu i poplątały te swoje makarony losu. Poplątały je w chuj.

Cóż nastąpiło, jak tylko dziewczę zaczęło odkurzać? Fuckin' dizaster, normalnie.

Kończyła właśnie kuchnię, gdy przeciągając ssawką odkurzacza po półce z książkami, usłyszała nagle (i poczuła w jego trzewiach), że coś wessał, jak glonojad na ścianie nieczyszczonego przez lata akwarium. 
WTF? Przecież seria Kapuścińskiego by się tam nie zmieściła, wszystkie tomy stoją, jak stały?? A odkurzacz, ni chuja, nie ssie. Jakby nagle zmienił się w starego dewota, który pyta: penis goes where??

No dobra, myśli se Bożenka, trzeba przeprowadzić operację na otwartym odkurzaczu, nie ma wyjścia. Pięć minut otwiera zatem jego kadłub, bo jest na jakiś jebany zatrzask, następnie dziesięć minut kombinuje, jak wyciągnąć zeń serce-worek, a następnie wsadza tam łapę, wyciąga te wszystkie kłaki i kurze, które epicko osiadają na Bożence, podłodze, kaloryferze i lodówce. Co za ciulstwo... Alergia Bożenki przystępuje do ataku na jej nozdrza, oczy i skórę, zaczyna się kanonada kichania oraz wodospad smarków i łez.
Po prostu zajebioza.
Ufajdana po łokcie, chirurg Bożena przystępuje do zaszywania odkurzacza, po udanym (trwającym kolejne 10 minut), umieszczeniu worka na syf w odpowiednim miejscu.
Włącza delikwenta i jedzie z tym koksem dalej, kontynuując odkurzanie. Po jakichś dwóch minutach orientuje się, że uparty czyściciel powierzchni płaskich i pochyłych dalej nie ssie. Qrwa mać, myśli se Bożenka, może mu powiem, żeby zamknął oczy? I niech myśli o jedzeniu żelków?? Good idea, słyszała, że to ponoć pomaga. 

Ale nie pomogło.
Podkurwiona maksymalnie znowu rozmontowywuje odkurzacz na części pierwsze, wyciąga worek, wsadza doń łapę, osadza worek z powrotem, włącza... i chuj, nadal nie działa. Nagle dostaje olśnienia na miarę Newtona, oświeconego przez spadające na jego łeb jabłko. 

Rura!!!!

Bożenka zagląda do węża i widzi ciemność. Staje więc na taborecie, by widzieć go/ją w całej długości okazałości, niestety dalej widzi ciemność! Powoli zaczyna kojarzyć fakty i ogarnia ją niesamowita złość, przeradzająca się w potężną głupawkę i już za chwilę płacze ze śmiechu, ulgi i rozładowanego wkurwu, na który straciła (oj tam, oj tam) jakieś 45 minut. A mieszkanie dalej brudne.

Przecież nie powie w pracy, że wzięła ze sobą rurę do odkurzacza, żeby jakiś sprytny mgr inżynier, (skrót od magazynier), wyciągnął z niej majtki, co się tam, qrwa, wzięły i wsysnęły?

Bożenka ma łeb nie od parady. I nie do planowania.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz