21 lutego 2015

noc z rabarbarem, nie barabarem.

Źródło: unsplash.com




Tej nocy Bożenka położyła się o godzinie 2:50, co nie było w sumie niczym nadzwyczajnym, gdyż ostatnio zdarzało jej się to bardzo często. Szkoda jej było czasu na spanie, ponieważ nie dostarczało jej ono od dawna żadnych snów, a jedynie namiastkę regeneracji sił fizycznych. 

Więc siedziała do późna, rozmawiając z innymi nocnymi duszami, błąkającymi się po kręgach piekła internetu, nad oknem bramą którego ktoś napisał lasciate ogni speranza, voi ch'entrate* w języku java. A może było to napisane w pythonie Lucka, bujającego się na samym dnie piekłonetu, nie wiadomo. Grunt, że dziewczyna napierdalała w klawisze do 3-4 nad ranem, jak jakiś jebany nerd chorujący na hikikomori.


Na szczęście, gdy już się położyła, nie miała żadnych problemów z oddaniem się w ramiona swego kochanka Morfeusza, który szybkim numerkiem i pocałunkiem na dobranoc usypiał ją każdej nocy w pięć minut. Taki sprinter z niego był. Ale Bożenka nie narzekała, wręcz przeciwnie, była zupełnie zadowolona, że tak na niego działa i nie musi odpierdalać maniany z jakimiś obsessivnymi peniuarami czy kalesonami z calzedonii. Ubrana w zwykły t-shirt i zielony dres noszony od podstawówki i tak czuła się jak Jenny Jameson. Tyle jej wystarczyło.


Tym razem jednak something went wrong i Jenny Bożenka obudziła się dokładnie o godzinie 3:41, czyli jakkolwiek by na to nie patrzeć, było ciemno jak w dupie u czarnego koguta (takie woodooo, żeby nie rasizm) i na rano to nie wyglądało. WTF? - pomyślała górnolotnie i robiąc gumowe ucho, z zamkniętymi oczami usiadła na łóżku. Zastanawiając się, czy może jednak coś jej się w końcu przyśniło, usłyszała jakieś szuranie i pukanie do drzwi. Aż podskoczyła, bo nie cierpiała takich nocnych akcji, a wyrwanie ze snu zawsze kończyło się u niej stanem przedzawałowym. Tym bardziej o godzinie czwartej nad ranem, kiedy nikt normalny, prócz żuli na śmietnikach, nie buszuje.


W sekundę jej serce zaczęło zapierdalać, jak chomik w karuzeli i się zaczęło. Wyskoczyła z łóżka, odsłoniła drewnianą żaluzję i zobaczyła samochód policyjny stojący na ulicy pod jej oknem. Stado galopujących myśli przemknęło przez jej głowę, jak struś pędziwiatr. Mig - mig: czyżbym za głośno zgniatała butelkę plastikową, bo ta jebana woda, jak zwykle musiała skończyć się w nocy? Mig - mig: zalałam sąsiadkę i ona wezwała policję, bo nie umiała się do mnie dostać, kretynka? Mig - mig: ktoś mi zajebał/podpalił samochód i teraz przyszli spytać, czy to moje zgliszcza? Mig - mig: jęczałam przez sen i sąsiedzi myśleli, że ktoś mnie morduje/gwałci/maltretuje palcatem, a oni nie lubią BDSM? 


Stoooop, zatrzymaj się, głupia wyobraźnio i idź otwórz te pieprzone wrota!

Z pulsem dwieście na minutę Bożenka podeszła cichutko do drzwi i po sekundzie zawahania - a może udam martwego oposa i pierdolę, nie otworzę? - drżącym głosem spytała: kto tam? chociaż odpowiedź doskonale znała.  


Nie znała tylko tego uczucia, jakie następuje po usłyszeniu słowa "policja". 

Uczucie to jest narastającą falą paniki podchodzącą do gardła, wielką jebaną kumulacją lotto, którą to kumulację można wygrać, wyciągając z tego dupnego inkubatora ze sprężonym powietrzem, takie kulki z napisami: ktoś z rodziny umarł i przyszli mnie powiadomić, chcą abym zidentyfikowała zwłoki, dowiedzieli się, że to ja ukradłam plastikowe kurczątko w przedszkolu i pójdę za to siedzieć, znaleźli moje zabawki, co je przechowywałam w mieszkaniu w Wawie, mój łeb wygląda, jakby piorun kulisty jebnął w rabarbar, bo poszłam spać z mokrymi włosami.


Szuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu! Wylosowane numery to....


- Dobry wieczór, czy pani mieszka tutaj z kimś? - to policjant bez włosów.
- Eee... słucham? - to Bożenka z rabarbarem na głowie.
- Czy pani mieszka tutaj z panem Markiem Komodą i nas wzywała? - powtórzył łysy, zza którego wyłonił się jego kolega po fachu.
- Nie, mieszkam tutaj sama i nikogo nie wzywałam, o co chodzi?? - głos Bożenki wzniósł się o dwie oktawy, pomimo, że majtki wcale jej się nigdzie nie wpijały, ani nic.
- Ten pan - policjant wykonał nieokreślony ruch w stronę balustrady schodów - twierdzi, że tu mieszka i że pani nie chce go wpuścić.


Bożenka osłupiała i zaczęła mrugać oczami, żeby się rozbudzić i pojąć, o chuj tym niebieskim ludkom chodzi? To jakiś fake, na pewno zaraz wyskoczą z kamerą i zrobią mamy cię - pomyślała.


- Chce pan powiedzieć, że na górze siedzi jakiś facet i twierdzi, że ze mną mieszka?


- Ekhm... no, tak mówi - jakby zasmucił się łysy - ale możliwe, coś mu się pomieszało...
- No raczej, bo nie mieszkam z żadnym Markiem, a tym bardziej Komodą! Poza tym, obudziliście mnie w środku nocy!! - Bożenka powoli zaczynała być sobą, a nie śpiącą, ogródkową nimfą z liściem na głowie.
- No dobrze, skoro tak, to w takim razie bardzo panią przepraszamy za najście, dobranoc - wycofał się łysy, kierując się do wyjścia z klatki schodowej.


Bożenka z ulgą zamknęła drzwi. W gardle miała pustynię Namib, a w głowie mętlik. Nie zdążyła nawet spojrzeć przez wizjer, co to za nocny Don Juan na wspomaganiu wyszedł zza balustrady, niepocieszony, bo nadal bezdomny. 


W uszach dziewczyny wciąż brzmiał przyjemny, na wpół szepczący głos łysego policjanta, którego twarzy nawet nie zapamiętała.
Zniknęła w odmętach sennych, pozostał tylko jego głęboki głos, niczym rozpływający się powoli uśmiech kota z Cheshire.


* Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie.




<tu kliken> a, macie tu Joris, śmieszny klip (z commodore?)

<tu kliken> serca gwiazd, lubię to
<tu kliken> i cudowny głos Skye



2 komentarze:

  1. O kuźwa, to jeszcze lepiej, niż u mnie... Mi tylko listonosz wrzuca do skrzynki listy do mnie oraz dwóch obcych facetów, których na oczy nie widziałam. Już się go kiedyś pytałam, czy wyglądam na taką, co mieszka z dwoma facetami, ale się tylko uśmiechnął pod nosem i dalej wrzuca... Znaczy - wyglądam!!! :P

    OdpowiedzUsuń
  2. mam to samo - listy od komorników, playa i innych, co uwierzyli, że poprzedni lokator im zapłaci. właśnie od wczoraj się zastanawiam, co mam robić z tą korespondencją? paranoja. nie mam w skrzynce miejsca na zwroty - mam to wypierdalać, czy cooo? listonosza na oczy nie widuję, bo lata, jak jestem w robo. na pocztę się mam kulać i wyjaśniać? tylko komu - Pani w okienku? dekle.

    OdpowiedzUsuń