10 maja 2015

dialogi i monologi #2

Źródło: archiwum własne (nie mam zdjęcia szczawiu, to daję rabarbar)


Czasami zastanawiam się, czy przyciągam świrów, czy po prostu otaczają mnie ludzie fascynujący i niesamowicie kreatywni językowo. Choć pewnie jedno drugiego nie wyklucza, a może nawet implikuje?

Oto kolejna porcja dialogów zasłyszanych gdzieś, kiedyś i którędyś. Spisuję je z kalendarza tutaj, bo mego odręcznego pisma nikt nie odczyta, choć kilku próbowało. Jak się nauczę kaligrafii, to przestanę, taki jest plan. Enjoy!

#1

Opowiadam koleżance, że ostatnio jestem siostrą miłosierdzia i pomagam chopu wstać z łóżka, bo potłukł sobie żebra.
ja: no i od tygodnia go pionizuję, wiesz?
W tym momencie wchodzi kumpel i mówi: że coooo, go? Onanizujesz? A mnie boli paznokietek, siostrooo, i tu ooo w boku! Hilfeee!



#2

Siedzimy u znajomych.
A. schylona wiąże buty. 
K. podchodzi do szafki i szuka jakiegoś kabla, czy czegoś.
K: co tu tak te buty wiążesz, posuń no się!
A: no toć schyliłam się do posuwania, ale się nie domyśliłeś po co, to się butami niby zajęłam!
K: eee... ale ja najpierw tego, noo... żeń-szenia muszę zjeść!
A: zjeść? To się myć trzeba, a nie żeń-szenia jeść!
K: przecież tu wody nie ma...


#3

Okolice świąt, rozmawiamy se z S. o myciu okien dla Jezuska. Jako gorąca przeciwniczka firan, zasłon, koców na oknach i rolet mówię: gdyby ktoś mi powiesił firanki w oknie, to bym je chyba zjarała. Wchodzi M. i słyszy tylko moje ostatnie słowa, więc się wtrąca:
M: no, niektórzy palą fajki, inni zioło albo cygara, a Viola pali se firanki. Niezła bania musi po tym być...
S: nooo... bierze zapalniczkę, podpala i mówi: płoń, szmato!

ja: eee... firanki są za słabe, już rok temu na zasłony przeszłam.



#4

Lublin. Idę sobie chodnikiem, a pan idący po drugiej stronie ulicy i rozmawiający przez telefon, mówi do kogoś, że w tym właśnie jest ambaras, aby dwoje chciało naraz. I że ona chciała kupić margarynę, a on chciał masło.

Prawdopodobnie oglądali Ostatnie tango w Paryżu.
I chcieli.

#5

Siedzimy z S. w knajpie i czekamy na D. W końcu przychodzi.
S: a ty, co się odjebałeś, jak gajowy na święto lasu? 
D: ale że niby co? Przecież tylko marynarkę?
S: qrwa, ja ze sztruksem skończyłem w technikum!
D: eee... no to ty będziesz mówił, a ja będę wyglądał, cho, laski czekajo.
ja: idźcie w pokoju, kobiety lubią sztruks.

#6

Kiedyś, w robo.
ja: jestem głodna...
O: no to masz tu, smacznego!
ja: co mi tu za liście dajesz, czy ja wyglądam na królika?
O: ale... z sosem!
ja: szczaw z sosem, zajebiście. Prawie jak Niesiołowski. 
W: lepiej nie jedz nic. Od jedzenia się tyje.
ja: Dobra, dzwonię po pizzę, nie będę taka przyjebana głodem siedzieć.
W: niech ci pizza w cycki pójdzie!
ja: a tobie w brodę, drwalu.

#7

W sklepie, stoję w kolejce do kasy. Przede mną gim-banda.

dziewczyna: ej, nie wiecie, jaka ma być pogoda w weekend?
chłopak 1: na Interii piszo, że chujowa.
chłopak 2: qrwa, to sprawdź jeszcze na Onecie, może będzie lepsza?


#8

W innym sklepie.
Dwóch kolesi debatuje przed półką z płynami do mycia naczyń. Jeden z nich mówi: czekaj, miałem jeszcze kupić jej te, nooo... na okres... nooo? Wiesz, nie?
drugi: plastry?

Popłakałam się.



1 komentarz:

  1. No to ja dodam coś od siebie, jeśli pozwolisz...
    Coś się B. spodobało, co powiedziałam. Chcąc zabłysnąć poprawną niemiecczyzną skomentował:
    B: Szyjn...
    Ja: Nie mówi się szyn, ino tor.
    B: Ale taki szyn, to pół tora jest.
    Ja: A tak w zasadzie, to nie półtora, tylko jedna czwarta...
    Tak inteligentnego dialogu nie przeprowadziłam już później z nikim nigdy w życiu :)

    OdpowiedzUsuń