24 maja 2015

mój kot jest świrem.

Źródło: archiwum własne (tu jest naprawdę milutki, wierzcie mi)


Jeszcze w marcu pisałam w koty, koty widzę wszędzie. a ja wolę psa..., że chciałabym mieć zwierzątko, a niecałe dwa miesiące później miałam już Zenka. Przywiozłam go z koleżanką z Opola, gdzie był panem kniei, a później podwórka i rządził wśród tamtejszych kur i kuropatw.

Zenek ma wąsy jak Hitler, więc nazywamy go Kitlerem, ale najczęściej Zenofilem, Zenobiuszem, Zygfrydem, Zenosławem lub po prostu Zen. Poza tym kot ma wzrok, jak esesman na wieżyczce i jest lekko psychiczny. J. mówi, że ma to po swojej pani, ja natomiast twierdzę, że to raczej po panu, bo jest opcja, że pije jego siki, gdy ten nie opuszcza klapy od kibla, co robi nagminnie, bo jest facetem. Zresztą obaj są, więc w sumie nie wiadomo, kto nie zamyka. Bo nie wiecie jeszcze, ale Zen umie sikać do kibla, czego byłam dziś świadkiem. I to bez żadnych fikuśnych nakładek dla kotów. Tylko spuszczać jeszcze nie umie, ale nauczę go, widzę w nim duży potencjał. Bo progres jest i to niesamowity - bo zaczynał od innych miejsc, poza kuwetą - podłoga, buty, a nawet kwiatek były idealne. Kiedyś nad ranem obudził mnie odgłos lecącej wody i nie był to wodospad, a Zen sikający do kwiatka niedaleko mojej głowy. Jest lepszy, niż budzik, który olewam, jak Zenek kwiatki - jednak tego ranka wyskoczyłam z łóżka, jak z procy, a było przed 7, czyli prawie noc. 

Poza tym, że ostatnio czuję się jak otwieraczka puszek i sprzątaczka kup, jestem pokryta białą sierścią, chociaż się golę, to w sumie posiadanie kota (kotów!) jest całkiem spoko. No, może jeszcze prócz porannego drapania w drzwi i miauczenia, niczym islandzki sprzedawca miniaturowych atrap gejzerów, gdy domaga się żarcia nad ranem, bo nie sprzedał ani jednego. Jednak, gdy Zenofil zaczyna odpierdalać swe codzienne maniany, zapominam o tych małych niedogodnościach i płacząc ze śmiechu obserwuję go, mówiąc doń czule: ale ty jesteś gupiiiiii... 

Przypały Zenka objawiają się np. naskokiem na górne okno balkonowe, gdzie nie ma zasłon, a następnie odbiciem się od niego z impetem i wstrząsem mózgu, na podłogę. Biedny oszołomiony kotek... Może nakleję mu tam jakieś ptaki z folii, jak na tych ekranach przy drogach, coby widział, że tam jednak jest szyba? Chociaż znając jego fantazję, zacznie mi na nie polować, jak na dywaniki i drukarkę podczas pracy. I jak na firanki (te na dole) oraz moją jedyną spódnicę do ziemi, którą sobie ostatnio nabyłam, a którą musiałam szybko ściągnąć, bo mi ją atakował, ja pierdolę... I mówi do mnie: mrrr... babo, co ty po 60-tce będziesz nosić, skoro już teraz wdziewasz jakieś worki do kostek? Musiałam przebrać się w szorty, niech ma, podły inkwizytor.  

Gadać Zenofil nauczył się od Tilki, pierwszego kota w domu, a właściwie kotki. On nauczył ją natomiast włazić na stół, a także trochę ją rozruszał, bo nieco zaśniedziała, jako starsza o jakieś trzy lata. Bo Zenek to jeszcze szczyl jest i dlatego taki nieustraszony Batman z niego, co nawet odkurzacza się nie boi. Nie wiem, co z taśmą, nie próbowałam jeszcze. Ale jeśli przeszedł próbę odkurzacza, to jest wysoce prawdopodobne, że taśma nie zrobi na nim żadnego wrażenia. Czasem naprawdę mam ochotę go nią owinąć, gdy uprawia te swoje zapasy (na zimę) z Tilką, a gdy ona nie reaguje na jego końskie zaloty, biedny idzie wyładowac się eee... na własną łapkę. W sensie, że idzie przywalić pazurem w pieniek do drapania, albo kładzie się w doniczce na balkonie i udaje kwiat lotosu. O, to może mieć po pani, która (znaczy ja) odkąd jest Zen, nie robi już psów z głową w górę, lecz koty z głową w dół. If u know, what I mean...

Odkąd kolega powiedział mi, że koty potajemnie obmyślają plan zagłady świata, gapiąc się pół nocy w ścianę, a koleżanka opowiedziała mrożącą w krew żyłach historię o kocie przegryzającym w nocy tchawicę... zaczęłam się obawiać o swoje życie, serio. Kiedyś obudziłam się wczesnym ranem, a pięć centymetrów od mojej twarz miałam pyszczek Tilki - myślę, że zastanawiała się, gdzie ma się wbić w szyję. Więc jak nie przyjdę kiedyś do pracy, albo nie będę odbierała telefonu, to... wiecie, co robić. Wbijajcie do mnie z jedzeniem, bo kotów nie ma kto nakarmić.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz