16 czerwca 2015

w zakamarkach naszych dusz.

Źródło: archiwum własne
Późny wieczór, idziemy sobie z dziewczynami do centrum, a że daleko zaparkowałyśmy, to mamy do przejścia hektar. Mijamy wjazd na podwórze jakiegoś klubu nocnego o hipnotyzującej nazwie Klub Nocny go-go. Przed jego bramą stoi samochód z otwartym bagażnikiem. 


- Patrzcie, przywieźli dziewczyny do pracy - mówię.
- No co tyyy - śmieje się O. - W bagażniku?
- No, serio - odpowiadam - Widziałam takie ogłoszenie: "poszukiwane dziewczyny bez klaustrofobii do klubu nocnego" - na pewno chodziło o ten - wyjaśniam.
- Eee, ale nawet jeśli, to chyba raczej przez hmm... pracę w ciemności, a nie przewożenie w bagażniku! - obruszyła się K.
- W sumie... w dark roomie jest raczej ciemno, no - zaśmiała się O. 
- No, dobra, to zaczekajmy i zobaczymy, co się będzie działo, ok? - mówię.
- Jezu, pogięło cię? - zapiszczała K. - Idźmy stąd!

Ale zostajemy i czekamy.

Mija jakieś sześć minut, nic się nie dzieje, O. mówi, że chce jej się siku i że ona ma to w dupie. Nagle widzimy dwóch ludzi, wyglądają na ochroniarzy. Rozglądają się ukradkiem, a za chwilę wracają i ładują do bagażnika... związanego kolesia. 
Łotdefak?? 
Zakneblowane usta, zakryte oczy, ale spokojny, pewnie czymś naćpany. Drogi garnitur. Serce podchodzi mi do gardła, spanikowane patrzymy na siebie i spieprzamy w podskokach. Zatrzymujemy się dwie ulice dalej.

- No to pięknie... A jak nas widzieli? - krzyczy K. - pewnie jadą go zakopać w lesie! Co robimy? Zabiją go!
- Dzwonimy na policję, czy co? - pytam.
- Taaa i co im niby powiemy? - waha się K.
- Dobra, dzwonię - mówi O.

Wybiera numer, streszcza, co widziała, gdzie i kiedy, dopowiadamy jej, co ma mówić. Nagle milknie, chwilę słucha z głupią miną niedowierzania, w końcu mówi: 
- Eee... rozumiem. No to dobranoc

Patrzymy na nią z K. pytającym wzrokiem. 

- Ty i te twoje wyssane z palca historie. Za dużo Kryminalnych Zagadek Las Vegas oglądasz - rzuca do mnie ze złością.
- Gadaj, co ci powiedzieli - pytam zniecierpliwiona.
- Że dziękują za telefon, że cieszą się, że wykazałam się obywatelską postawą, ale że mam się nie martwić, bo to zdarza się tutaj co weekend! - streszcza rozmowę O.
- Co, kurwa?! - zdębiałam - Czyli, że nie przyjadą?
- Nie, bo właściciel klubu organizuje tu porwania dla tych, co mają za mało wrażeń w życiu. To jest łatwiejsze do ogarnięcia, niż dobre tancerki i panie do towarzystwa - dodaje.
- O fuck, trzeba było iść na pole dance, a nie jakąś głupią jogę... Patrz, jakie fuchy można se potem pykać - rozmarzyłam się.
- Nie o to chodzi - odzywa się nagle K. - To pewnie wszystko przez kryzys męskości. Facetów nie jarają już prawdziwe laski. Nawet gdyby im tu Beyonce zatańczyła na rurce, to oni wolą wirtualne. Wiesz, paczka chusteczek, czerwona tuba i heja. Szybciej, taniej i bez jakichś głupich kwiatków, czy kolacyjek. Zimbardo nie czytałaś?
Hmm, czytałam coś o ślimakach bananowych... - przypomniałam sobie. 
- No, więc właściciel widząc, że laskami na rurze ekscytacji u nich nie wzbudzi, to se wymyślił te porwania, czaisz? - kontynuowała swój wywód O.
- I to wszystko powiedział ci przez telefon ten policjant? - spytałam z przekąsem - To chyba trafiłaś na jakiegoś socjologa?
- Nie, no co ty - wyjaśnia O. - Się czyta, się wie, nie?
- Ja już nie łażę z wami po żadnych zaułkach, bo mi tylko ryją mózg - dorzuca K.
- Nie przesadzaj, nie wiesz, co kryje się w zakamarkach dusz ludzi, których uważasz za normalnych. Przecież na fejsie ci o tym nie napiszą, że jara ich kneblowanie i sznurowanie szynki. A potem widzisz na ich nadgarstkach sine pręgi, a oni mówią, że sweterek im zafarbował... - bronię teorii O.
- Ty jesteś serio psychiczna, wiesz? - piska do mnie K.
- Eee... chodźmy lepiej na tę Mariacką, popatrzymy se na przedramiona - mówię - Przecież wiecie, że to mój fetysz.


<tu kliken> yesssss...

<tu kliken> slowly...

4 komentarze:

  1. Nie ma to, jak nocne przygody, hahaha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zwłaszcza te, pomiędzy jawą, a snem ;)

      Usuń
  2. Najśmieszniejsze, że to nie fikcja.
    To reportaż ;)
    VQ, gdzie był Twój aparat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie biorę go ze sobą na balety, ale chyba zacznę. moje życie przerasta powoli moją wyobraźnię. albo na odwrót, jakoś tak :) sam wiesz, c'nie?

      Usuń