10 kwietnia 2016

jak wytresować samochód.

Źródło: www.soup.com
Od dwóch tygodni Bożenka zamiast spać, nocami szukała nowego wozu, który godnie zastąpi jej 23-letniego golfa zwanego mustangiem.
- Obczaj linka, znalazłem coś idealnego dla ciebie - napisał do niej na fejsie kumpel, który nocami pomagał jej w nierównej walce z handlarzami Januszami.
- Ale co to? Przecież to... jest czołg! - odpisała Bożenka.
- No, w sam raz na nasze zajebiste drogi, nie? Możesz wjeżdżać nim na krawężniki i nie martwić się o felgi.
- Ale to się kula jak babcie na pielgrzymce, po setnym kilometrze... I żre jak smok!
- Z twoją prędkością jazdy wystarczy, wierz mi. - odparł niewzruszony K. - Poza tym czołgi są zajebiste.

- Ej, weź się, co? Miałeś mi pomagać...
- No dobra, to masz tu coś innego, obczaj - podesłał kolejnego linka.
- Co to znowu ma być? Co to za melex?
- No, wóz do jeżdżenia po polach golfowych. Lubisz golfy, nie?
- Spierdalaj, ok? - Bożenka była zrezygnowana i miała dość. - Szukaj czegoś czarnego, mocnego i ładnego, a nie jakieś ciulstwa mi tu wysyłasz...
- No dobra, dobra, nie unoś się tak. Mam coś, obczaj. Jedziemy po to jutro!
- Hmm, nawet niezły. Tylko muszę kupić więcej dresów, jak mam tym jeździć - parsknęła Bożenka.
- No, zamienisz dress na dres hahaha.
- Dobra. Możemy jechać zobaczyć. A teraz idę spać, bo zmęczyło mnie to kupowanie, sajonarka.
- Bye. To do jutra.


***
Następnego dnia, gdy Bożenka skończyła pracę, przejechali 100 km i kupili burakowóz, czyli bolid młodzieży wiejskiej. Jedyną jego zaletą było to, że był czarny i miał dużo kuni, ale o tym Bożenka miała się dopiero przekonać. Kumpel wydawał się dobrym znawcą, wlazł nawet do kanału i obejrzał samochód od spodu. Spód był bardzo blisko, gdyż samochód był obniżony na wysokość paczki fajek. Później się okazało, że sprzedający był jednak znawcą większym, niż się im wydawało. Poza tym, dużo rzeczy im się wydawało, głównie kasę na konieczne wymianki. Ale to pikuś.

Jeszcze tego samego (bardzo późnego) wieczoru, Bożenka postanowiła pojeździć nowym nabytkiem i pouczyć się płynnego ruszania oraz jego obsługi. Czuła się niepewnie, ponieważ po czterech latach jeżdżenia mustangiem na półsprzęgle, zupełnie nie umiała prowadzić normalnego samochodu. Ciężko jej było w chuj, burakowóz gasł bowiem raz za razem, co doprowadzało ją do mocnej frustracji. Postanowiła przejechać się drogą do pracy, aby oswoić się i czuć się pewnie jadąc nią nazajutrz rano.
Po drodze samochód zgasł jej około czterech razy. W końcu dojechała do niewysokiego wniesienia i próbowała skręcić w lewo, jednak auto wciąż gasło i nie umiała wykonać prostego manewru.
I tak 11 razy.
W końcu stwierdziła, że sobie daruje tę nocną ekapadę i wraca, usiłując stoczyć się do tyłu i dopiero jadąc z góry zapalić. Nic z tego, osunęła się i stanęła w poprzek pasów. Wyglądało to tak, jakby bolid chciał sobie przejść na zielonym świetle.
- Pięknie, kurwa, pięknie - pomyślała Bożenka i z nerwów jej lewa noga zaczęła skakać tak mocno, że musiała przytrzymać ją ręką. W oddali zobaczyła niebieskie światła i usłyszała ijooo, ijooo... Po jej prawej stronie panowie policjantowie zatrzymali jakiś samochód i przeprowadzali rutynową kontrolę, jaka odbywa się o 1 w nocy w dzielnicy Bożenki.
- Co robić?
- myślała spanikowana. Może zostawię auto, pójdę do nich i powiem, żeby mi pomogli? Przez ułamek sekundy naprawdę chciała to uczynić - podejść do policjantów i powiedzieć: hola, seniores, jestę farbowaną blondi i chciałam prosić o przeparkowanie mojego samochodu, bo mi przechodzi po pasach...
Ta wizja tak ją rozbawiła, że jakimś cudem wyluzowała się i udało jej się odpalić auto, spieprzając czym prędzej przed stróżami prawa.
Uff...

***
Bożenka zadowolona, że w końcu udało jej się opuścić feralne pasy, postanowiła kontynuować naukę jazdy na parkingu pobliskiej Biedronki. Szło jej całkiem OK, nawet zaczęła wrzucać trójkę. Jednak w pewnym momencie auto zgasło i już nie odpaliło. Wyświetliła się jakaś ikonka, ale z nerwów nie wiedziała, co przedstawia. Zadzwoniła więc do kumpla, który dawno smacznie spał, zadowolony, że udało mu się sfinalizować zakup bożenkowego auta. Przyjechał, zirytowany, zobaczył, co jest grane i powiedział bardzo dostojnym głosem:

- Rozładowałaś akumulator tym swoim jeżdżeniem, głupia pipo. Przecież mówiłem ci, że jest na wykończeniu...
- No to pięknie! - zapiszczała Bożenka. Co teraz zrobimy?
- Spróbuj mnie popchać, może zapali...

Nie zapalił.
- Nic, idę po mustanga i kable, a ty tu czekaj - odpowiedział wkurzony, że musi latać po nocach, zamiast kontynuować sen w ciepłym łóżeczku.
- No, dobra, ale wracaj szybko. Zamarznę tu...
Tym sposobem o godzinie 1,15 w nocy odpalili bolida od 23-letniego mustanga, najwierniejszego towarzysza podróży Bożenki. Mustang odpalał bowiem przy każdej pogodzie, nawet przy -17 stopniach. A miał tylko 64 kuni.

Tak wyglądało pierwsze spotkanie z nowym samochodem. Z nowym starym, znaczy.
Pierwsza normalna jazda oraz wizyta w urzędzie komunikacji miejskiej również nie obyły się bez interesujących zwrotów akcji, ale o tym napiszę w następnym odcinku.
Stay tuned.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz